Cyfrowe Archiwum Tańców Tradycyjnych z XIX wieku

Kujawy

Kujawy

O. Kolberg, Kujawy cz. II (Dzieła wszystkie t. 4), s. 199-212.

Główną do tańca podnietą jest tu, jak wszędzie, ochocza i do pojęć ludu zastosowana muzyka. Gdy mu skrzypek po kujawsku zarzempoli (uderzy w strunę), a bas w takt do tego zabęczy (zahuczy), opuszcza parobek karczemną ławę i spieszy do dziewcząt, aby się z niemi raz i drugi wykręcić w tańcu po izbie. Jeżeli leniwy i ociągać się zechce, wyprzedzą go w tém same kobiéty, raźniéj zwykle niż mężczyźni do tej biorące się ochoty, a których daleki odgłos skrzypiec i miła wieść zabawy, w okamgnieniu z drugiego nieraz końca wsi do gościnnego zdolne poprowadzić są domu.

Kujawy mają właściwy sobie taniec zwany kujawiakiem.

Niekiedy wszakże raźna młodzież, (co dawniéj zapewne częściéj miało miejsce), a zawsze prawie biesiadnicy wiejscy w czasie uroczystego obchodu, rozpoczynają tu taniec ten polskim (polonezem), czyli inaczéj: chodzonym, wolnym, okrągłym (jak go w rozmaity mianują sposób), niby wstępem1, którego nieraz kwadrans lub pół godziny ciągną, nim na inny żwawszy przemienią. Przodkuje w nim chłop stateczny albo żonaty, lubo dziś nie koniecznie już na tę okoliczność zważają. W polskim tym tańcu, mężczyzna idąc z prawéj, gdy kobiéta z lewéj odeń postępuje strony, puszcza ją naprzód o krok lub dwa przed siebie, nachyla się ku niéj z lekka, a podniósłszy swą prawicę w górę i podawszy ją towarzyszce, bierze nią jéj także prawą i również podniesioną rękę. Tak trzymając się społem za ręce a wysoko, suną oboje naprzód, gdy za niemi kroczą posuwisto i na tenże sam sposób, inne dalsze pary. W polonezie takim, zrazu powoli i jednostajnie, w końcu dość rześko tańczonym, ukazują się pewne urozmaicenia; zdarza się bowiem, że wśród pochodu pojedyncze pary obracają się raz lub dwa razy koło siebie, podnosząc ręce po nad głowę, t.j. że w téj i owéj parze, mężczyzna wraz z kobiétą, każde swoim torem, ona na lewo (na kseb), on na prawo (na odsib), obraca się w miejscu, nie puszczając wcale rąk za które się trzymają, albo chwilowo tylko dłonie puszczając (bez przerywania tańca), i palcom podobnyż nadając obrót2. Robią więc oboje ruch kolisty, około własnéj swojéj osi. Wolny ten taniec, idąc czas jakiś ku prawéj stronie, zwraca się następnie ku lewéj (co niekiedy kilkakrotnie się powtarza), czyli że: gdy pierwéj kobiéty stanowiły zewnętrzną ścianę poruszającego się koła tańczących osób, stanowią ją późniéj mężczyźni. Kroki tego tańca, mało się różnią od zwyczajnego miarowego chodu, wszelako nie brak im przytupywania.

Gdy się już należycie po izbie nachodzili, do czego nieraz ten i ów śpiéwkę przyplątał, ktoś z bardziéj ochoczych tancerzy, zwykle przodkujący, zawoła: , lub na odsib, na odsibkę, (t.j. od siebie, na prawo, w stronę od prawéj ręki mężczyzny) i teraz właściwie rozpoczyna się kujawiak. Tańczą go też same pary, gdy starzy i zmęczeni opuścili koło. Tańczą spokojnie i regularnie, a chwilowy nieporządek i zamięszanie, jakie się mogły zakraść, ztąd chyba wynikły, że nie każdy dosłyszał rozkazu przodkującego, ani ma chęć natychmiast go usłuchać. Tam gdzie nie poprzedził kujawiaka polonez, pierwszy z tych tańców rozpoczynają tak zwanym śpiącym czyli chodzącym kujawiakiem, który w następstwie przecież staje się obudzonym i coraz ruchliwszym tańcem. Zabierając się do kujawiaka (od Lubienia, Przedcza, Izbicy, Radziejowa), mężczyzna z kobietą zwracają się twarzą ku sobie (gdy wprzódy, w polskim, szli obok siebie), obejmują się oburącz, t.j. mężczyzna opiera mocno obie ręce dłońmi na obu bokach kibici tancerki, gdy ona w tenże sam sposób trzyma się mężczyzny; stąd téż ręce ich krzyżują się wzajem (lecz męskie idą spodem, przez co mężczyzna staje się osią tańca), i w takiéj pozycyi, prosto się trzymając, walcują czyli obracają się w kółko ku prawéj stronie dość powolnie, acz znacznie żwawiéj niż w poprzednim tańcu. Niekiedy mężczyzna pochyli głowę na ramię lub po nad gorsem swojéj tanecznicy, a prawą swą ręką wzniesioną chwilowo do góry, potrząsa w powietrzu na znak zadowolnienia. Przodownik w tańcu, wiodący rej, zwykle ten sam, który przodkował u roboty (jak np. u żniwa, kośby na łące itp.), pokręciwszy się czas niejaki, a za nim całe grono tancerzy, zarzuca swą rękę lewą (gdy prawą ma wolną) na około kibici tancerki, która bierze go w pas prawą ręką a lewą ma wolną, zatrzymuje się nagle na krótko przed skrzypkiem, a zanuciwszy mu oberka jakiego życzy sobie mieć granym, lub téż przyśpiéwując mu go już zdala bez żadnego zatrzymywania się w tańcu, huknie naraz ostro i donośnie: k'seb, na kseb, na ksóbkę (t.j. ku sobie, zwrot na lewo), zatoczy swą tancerkę kołem w tył od lewéj ręki3, a wówczas cały orszak przerzuca się za nim w stronę przeciwną poprzedniéj, t.j. lewą, lub chwilowo szybszym ruchem na przemian to w lewo, to w prawo, i teraz dopiero, biorąc kierunek od prawéj ku lewéj ręce (mężczyzny), pod nazwiskiem mazura, rozpoczyna się obertas, bez właściwéj wszakże tańcowi temu zamaszystości mazurskiéj, lubo nie bez pewnéj krewkości i rubaszności, któréj towarzyszą częstokroć przy niedość szybkim innych par zawrocie, dobre dozy nieuniknionych (lecz nie rozmyślnych) szturchańców, zgnieceń, guzów, sińców, a nawet i wywrotu z potratowaniem nieszkodliwém acz dość dotkliwém nie jednéj pary w wir ten wplecionéj, lub téź rzuty jéj uczestników na siebie (zwłaszcza gdy końcowe pary w szybkości nie odpowiedzą przodkującym), przy czem zdarzy się, że barczysty i silny chłop potrafi swą tanecznicę jak piłkę przez ramię na drugą prześmignąć stronę, aby ją na ziemi położyć lub téż osadzić na czyimś karku. Obertasa owego tańczą tu w ten sam sposób jak wszędzie, z hołubcami, wybijaniem i przytupywaniem podkówek lub napiętków, a nawet niekiedy przysiadaniem do ziemi na lewéj nodze, gdy prawa zatacza koło4. Rozhulawszy się na dobre, nie łatwo i nie prędko parobek taniec przerywa; owszem, przedłuża go jak może, mocno napiętkami przytupuje, i woła na grajka, któryby wreszcie rad taniec urwać: jedna, jedna, jedna trzy (cztery i t. d.) godziny5! Niekiedy tylko, aby wytchnąć chwilowo, czy téż dla zmiany nuty albo kierunku, stawa tancerz dłużéj nieco przed skrzypkiem, nasuwa czapkę lub kapelusz na ucho, klaszcze ochoczo w dłonie, i śpiewa mu swego ulubionego, który grajek od razu lub po kilku próbach wybierze na strunach, choćby go przedtém nie grywał i wcale nawet nie znał, a skoro mu już płynnie idzie, przodownik puszcza się znów w tany, to na prawo, to na lewo, ciągnąc drugich za sobą i dla okazania swego zadowolnienia wyśpiewuje co mu tylko na język ślinka przyniesie. Zwracając się następnie głosem znów z pośród koła tańczących do skrzypka, i do wtórującego mu na grubéj czyli tłustéj marynie (kontrabasie) basisty, któremu nierzadko dodany jeszcze jest do pomocy drugi basista smykujący (v. smyczkujący) na basach mniejszych (basetli), do czego przybywa miejscami bębenek (rzadziej obój lub klarnet), zanuci im śpiewak na całe gardło:

(Od Radziejowa, mel. nr 170 lub 402 , 360).

  1. Hej, grajczyku będziesz w niebie,
    a basista wedle ciebie.
    Cymbalista jeszcze daléj,
    bo w cymbały dobrze wali.
    Oj da da da, dobrze wali.
  2. Hej! graj graju, i baj baju!
    będziesz w niebie, będziesz w raju.
    A basista dalej klęczy,
    bo w swe basy dobrze bęczy.
    Oj da da da, dobrze bęczy.
  3. I tamten téż z drugiéj strony,
    gracko siepiąc a powoli
    twardym smykiem na marynie,
    niebo sobie wyrzempoli.
    Oj da da da, wyrzempoli.
    (albo: przyniewoli).
  4. Ja Kujawiak, ty Kujawiak,
    da wszyscyśma tu jednacy,
    mamy soli, mamy chleba,
    wody, wódki co potrzeba.
    (albo: mamy chleba co potrzeba,
    sól i wódkę, a przy pracy.)
    Oj da da da.
  5. Ja Kujawiak, ty Kujawiak,
    wszyscyśma tu z jednéj strony;
    tobie Błacho, a mnie Wacho6,
    szukajcież nam ludzie żony.
    Oj da da da.
  6. Ja Kujawiak, ty Kujawiak,
    wszyscyśma tu Kujawiacy,?
    i dziewuch nam nie zabraknie,
    tylko drewek każdy łaknie.
    Oj da da da.
  7. Tylko drewek trocha więcy,
    i bas niech mi lepiéj bęczy;
    tylko grajczyk trocha głośniéj,
    a ty mi dziewucho rośniéj!
    Oj da da da.
  8. Pomykaj się Róziu młoda,
    co-ć gadają: co-ś uroda;
    pomykaj się i ty stary,
    co chowasz w dębie talary.
    Oj da da da.
  9. Hej, zawracaj od komina,
    a uważaj któréj niéma.
    Jest tu Kaśka, jest Maryna,
    tylko mojéj Żowki niéma.
    Oj da da da.
  10. Hej, zawracaj, a powracaj,
    a uważaj: która dama.
    Jest tu dama, twoja sama,
    tylko mojéj Żowki macaj (szukaj).
    Oj da da da.

Widzimy zatém z powyższego opisu, że taniec kujawski z trzech właściwie składa się tańców, coraz to szybszym nacechowanych obrotem. Są niemi: 1) chodzony czyli polski; 2) odsibka, ocibka, czyli kujawiak właściwy, środek pod względem ruchu między chodzonym a obertasem trzymający; 3) ksebka, czyli mazur v. obertas kujawski, z tańców tych najprędszy. Czasami przecież (dzisiaj już bardzo często, a miejscami zawsze prawie), odrzucają owego chodzonego (łażonego, powolnego), rozpoczynając taniec od razu od odsibki, a kończą go na Ksebce7.

Pod Włocławkiem jednak (jako i w wielu miejscach na Powiślu i ku Pałukom) przeciwnie: kujawiakiem zowią częstokroć taniec zaraz po chodzonym biorący kierunek na ksebkę, czyli pomykanie się ku lewéj stronie (t.j. przerzucanie się na bok od lewej mężczyzny ręki), gdy mężczyzna z kobietą trzymają się oburącz, obertasem zaś czyli prędkim mazurkiem bywa idąca na prawo odsibka, trzecią tu i najżwawszą część stanowiąca, w któréj obie płci w pas się trzymają jedną ręką, mając drugą swobodną. Pokazuje się z tego, że zmiana kierunku może być dowolną (zależną może nieco od ruchu poprzedzającego chodzonego, który także wedle woli może iść na kseb lub na odsib), i nie tyle wpływa na nazwę tańca, ile raczéj sposób tańczenia a z nim i zmiana szybkości ruchu. Tempo tego ruchu średnio może być oznaczone w ten sposób: chodzony ? = 100?120 M.M., kujawiak wolniejszy ? = 120?140 M.M., prędszy ? = 140?160 M.M., obertas ? = 160?180 M.M.

Nadmienić tu wypada, że gdy kujawiak może być to szybszym, to wolniejszym, więc w pierwszym razie naznaczyłem go w nutach w tempie, jakie zwykle szybszemu odeń służy obertasowi, t.j. 3/8 z nadpisem kujawiak, dla odróżnienia go od pomienionego obertasa, w drugim zaś razie w tempie 3/4 z takimże nadpisem (lub bez tegoż), dla odróżnienia go od poważniejszego i powolniejszego chodzonego, wszędzie właściwym nadpisem nacechowanego. Zresztą ruchy te w przybliżeniu tylko oznaczyć się dadzą, gdyż w ciągu samegoż tańca wielokrotnym ulegać zwykły zmianom, lubo w ogóle niezbyt daleko odskakują od wskazanéj wyżéj w liczbach normy. Od prędszego wracają niejednokrotnie tancerze dla wytchnienia do wolniejszego, a nawet i do chodzonego; całego wszakże tańca na tym ostatnim zamykać nie zwykli. Często nawet zaraz po nader wolnym chodzonym (łażonym), rzucają się kapryśnie w najszybszy wir tańca, czy to na kseb czy téż na ocib.

Muzyka towarzysząca owym tańcom, wciąż w jednym i tym samym rodzimo-miejscowym wyrabiająca się duchu i toku, a snująca się jakby z kłębka, którego pierwotnéj nici w zamierzchłych nieraz pewnie szukaćby należało wiekach, odpowiednią jest krokom i znaczeniu każdego z tych trzech kujawskiego tańca ruchów. Poważna zwykle w pierwszéj części, staje się rzewną, miłą i uroczą w drugiéj, a w hulaszczą przechodzi wesołość i dosadność przy urozmaiceniu w trzeciéj. Taką bywa ona, gdy jeden duch który je natchnął, wszystkie te części ożywia, a potęgując w dalszych, uczucie napomknięte w pierwszéj części, lub rozkazom jéj posłuszne, dając niejako stosowne na wezwane jéj odpowiedzi i wyjaśnienia, w jedną, mniéj więcéj doskonałą sprzęga je z sobą całość. Wówczas téż w jednakowéj lub pokrewnéj zwykły one dźwięczyć tonacyi. Wszelako nie zawsze, a nawet i nie często miewa to miejsce bo niecierpliwy tancerz przy zmianie tempa nie daje grajkowi czasu do namysłu, znaglając go do zaintonowania i przyczepienia do poprzedzającéj części pierwszéj lepszéj a żwawéj melodyi, jaka się jego pamięci nasunie; a zdarza się i to, że niepomny na to co poprzedziło, zanuci mu i grać każe (sypiąc grosz do skrzypiec) ulubioną sobie piosnkę, wcale niezgodną co do treści (muzycznéj) z poprzedzającą nutą, dając np. zapowiadającemu wesołość pogodnemu i pompatycznemu zaczęciu w chodzonym, smętną lub rzewną (acz prędszą) następczynię ksebkę, albo téż melodyę, która smętny zaczęła brać zakrój i rozwinięcia onegoż oczekiwała, uzupełniając junacką, twardą i hałaśliwą odsibką. Rzeczą to już samego grajka, aby niezgodne te cząstki jako tako z sobą powiązał; czasami czyni on to dość sprawnie, najczęściéj atoli urywa część pierwszą, by po chwilowéj dopiero pauzie rozpocząć drugą.

Wszakże melodye te (o ile miejskiemi, dworskiemi i cudzoziemskiemi naleciałościami nie zwichnięte) w zasadzie wiernemi zawsze pozostają ogólnemu piętnu muzyki wielkopolskiéj. Oprócz charakteru ich miejscowego, uwydatniającego się w toku i rysunku melodyjnym, jest niem przeważnie także rytm na 3 części równéj mocy w takcie (miara rytmiczna odpowiednia molossowi); części te bywają rozdrabniane (często staccato) na 6 równych mniejszych cząstek, kruszone na trójki i na mniejsze jeszcze wartości, urozmaicane synkopami i naciskami na słabsze części, podnoszone wreszcie do coraz większéj ruchliwości, zbliżonéj do miary tribrachys. Stąd też kujawiaka poczytuje wielu za żwawszego tylko w ruchu chodzonego, pomykającego się w krokach niemal zdwojonych, które stopniowo przechodzą w bardziéj jeszcze posuwiste kroki obertasa kujawskiego, nie tracąc częstokroć w tém przeobrażeniu ani na rzewności, ani na pogodzie, ni tęsknocie, bądź szumnie, bądź skromnie w chodzonym zapowiedzianéj.

Tancerze w usposobieniu podnieconem zabawą i obfitemi haustami, nadawać często zwykli swym kujawiakom, a raczéj wywiązującym się dopiero z nich obertasom, rozliczne miana i przydomki, będące miarą ich przymiotów, jak: dosadności, ognia, zamaszystości, a choćby rzewności i dziwactwa. Więc jeden otrzymuje nazwę np. jedwabnéj struny (gdy miękki, pieszczotliwy, choć zwinny), drugi jest siarczystym (gdy dużo ognia posiada), trzeci kutwą (gdy się ociąga), czwarty maczkiem (gdy drobno drepcze) itp.8 Bywa kujawiaczysko gnuśnie, ospale się wlokące (a miano to nadają mu najczęściéj mazury), bywa i jasny latawiec i kręty obertaniec czy fyrtaniec. Wesoły jest tu zawsze skocznym, smętny miłosiernym. O dobrym tancerzu mówią: nawet go nie czuć w ręku ? idzie jak woda ? idzie jak ogień ? ogniście tańczy.

Oprócz tych tańców, t.j. chodzonego (polskiego) i kujawiaka z mazurkiem (obertasem), które, jakeśmy to rzekli, już to występują w połączeniu już pojedynczo, upowszechniły się nadto jeszcze między ludem kujawskim wraz z flecikami i katarynkami: lender (ländler, w tempie na trzy lub na dwa kroki, t.j. takt wolny 3/8 lub 2/4), walc lub sztajer (takt szybszy 3/8) i szot (takt 2/4) zwany tu także szorc'em, socz'em, zwłaszcza między dziewczętami, gdyż rzadko wpośród płci męskiéj znajdują zwolenników. Ten ostatni jest to rodzaj polki ślizganéj, różne obok tego noszącéj nazwy wedle zastosowania i drobnych w szybkości ruchów odmian, jak: szorczyk, oryl (szot flisacki), skoczek albo hocy, bardziéj na tupaniu niż podskakiwaniu polegający. Znanym jest także kołodziej, stary taniec, już to w takcie 3/4 i 3/8, już jednym krokiem podwójnym (czyli na jedno pas, niby galopada 2/4) po prędkim obertasie albo walcu, i to jakoby w rodzaju wyrwasa dla popisu, najczęściej w jedną parę. Kowal (takt 2/4) jest już to tańcem popisowym z mimiką i klaskaniem na miejscu (Herr Schmidt!) naśladowaném z niemieckiego lub téż czeskiego tańca9, już kowalem polskim (takt 3/8) z przytupywaniem i przysiadywaniem chwilowém do ziemi (jak w kozaku) tańczonym osobliwie w borach (między Borowiakami wschodnio-południowego pasa) podczas wesela po oczepinach, gdy pannę młodą udającą kulawą jałoszkę sprzedają mężowi i kowal ją podkuwa niby bydlę. Niekiedy łączą kowala z kołodziejem.

Pomniejsza zaś szlachta, mieszczanie i officyaliści, równie jak i wyższe społeczeństwa warstwy, tańczą prócz tego znane powszechnie w całym kraju tańce, jako to: mazura szlacheckiego z figurami, drabanta (trabańca), krakowiaka kuligowego, galopadę, polkę trzęsioną, kontredansa, lansiera itd.

Grajkowie wiejscy zazwyczaj wszystkie tańce na skrzypcach wykonywają z tonu, którego tonikę łatwo poddaje im każda próżna skrzypiec struna, a tok gry pokazuje czy tonika ta odnosi się do tonacyi nowéj, czy do kościelnéj10. Pierwsza struna próżna (G), lub częściéj jeszcze druga (D), służy im w wielu razach za ciągły wtór lub chwilowe zdwajanie wyższego jakiego tonu wówczas, gdy melodyę wygrywają w pierwszym razie na drugiéj, w drugim na trzeciéj strunie, trzecia zaś (A) gdy wykonywają ją na czwartéj czyli kwincie (E), co wszystko stanowi jedną z wyrazistych cech wykonania wielu owych grajków. Niższa owa struna dopomagając wyższéj, bierze czasami sama zakrój pewien melodyjny, który wyższa daléj rozwija i dopowiada, jak to widzimy w N. 108, 413, 414, 426. Grając kujawiaka, którego najlepiéj pojmuje, bo go stworzył, skrzypek wiejski rad przystraja go w kwieciste zwroty i mnoży w szczegóły téjże saméj natury (nierzadko piskliwe i jękliwe w górze, jakoby wachające się co do wzięcia stanowczego tonu), na dokładne oddanie których nie starczą niekiedy nasze znaki muzyczne, przydłużając obok tego lub opóźniając (tempo rubato) miejscami części taktów i całkowite takty, albo je zbijając czyli chłoniąc w siebie, które to wykonanie prowadzi za sobą mniejsze lub większe w podobnych taktach wartości w czasie, niż tempa 3/4 i 3/8, lubo te nie rażą, gdy symetrycznie w danych a równych powracają okresach. Niektórzy, improwizatorską obdarzeni zdolnością, rzadko kiedy powtarzają bez ozdób jedne i te same frazesa, ale owszem coraz to inne z nich wytwarzają, albo je nowemi obwieszają melizmatami11. Skrzypcom towarzyszą bardzo często basy czyli maryna, któréj dwie tylko próżne strony w takt huczą, nie zawsze ściśle się stosując do nakazanéj im przez skrzypce tonacyi. Dawniéj widywano nadto dudy i cymbałki, dziś zarzucone; te ostatnie pojawiają się jeszcze tylko, i to z rzadka, na weselach żydowskich. Teraz przygrywają skrzypcom już to basetle, już oboje, już klarnety, flety, trąbki, bębenki itd. to razem, to po kilka, to z osobna.

Mnóstwo między wieśniakami spotykamy ludzi do muzyki uzdolnionych, którzy w braku nauczyciela, owiani tchem muzykalnéj atmosfery kujawskiéj, z popędu czy z potrzeby stają się samouczkami, ulegają i porywać się dają wirowi grassującéj wokoło nich melomanii starszych skrzypków, i nie omieszkują rychło składać dowodów swéj z uwagą, pilnością i wytrwałością dopełnionéj nauki, tak w saméj karczmie, jak i po za tym przybytkiem wesołości. Takim np. między wielu innymi był w jednym dworze parobczak nazwiskiem Maślonka, który będąc szmają (mańkutem, jednorękim), wyuczył się grać na skrzypcach na szmajndę t.j. lewą ręką smykował (wodził smyczek po strunach), palcami zaś prawéj ręki przebierał na strunach, które stosownie do tego działania, miał nawiązane na opak. Grajkowie w ogóle, w wielkiem u gawiedzi wiejskiéj są poszanowaniu12. Karmią i poją ich w czasie zabawy, uczty i wesela, opłacają stosunkowo sowiciéj niż kogokolwiek bądź, opatrują i doglądają w chorobie, nie żałując częstokroć dla nich fatygi i wyręczenia w sprawach powszednich. W karczmie, dopóki tancerze trunkiem głowy nie zaleją, grzecznie i uprzejmie się z nimi obchodzą, a dziewki prosząc o grę do tańca nie szczędzą zdrobniałych i pieszczotliwych wyrażeń: ej grajczyku! ? mój grajku! ? graluszeczku, graluchna! ? Pijani zaś rozlazłego skrzypiciela grajdą zgrubiale mianują.

Pastuszkowie lenią (wykręcają) na wiosnę piszczałki z kory wierzbowéj. Fujarką zaś zowie się u nich flecik z drzewa wystrugany z wypalanemi dziurkami, albo częściéj jeszcze z blachy zrobiony, zdobny niekiedy w skówki mosięże, lecz dla swéj wysokiéj ceny, rzadko przez kogo posiadany. Bekasy są to małe piszczałki dla dzieci, z ząbkiem sterczącym do góry. Na wspomnianéj tedy wyżéj piszczałce wierzbowéj, pasterz siedzący w polu lub pomykający się za bydłem i trzodą, wygrywa sielskie swe nuty to długie, przeciągłe i tęskne, to znów wedle woli urywane, krótkie, szorstkie, niemal dzikie, a lubi powtarzać po kilkakroć pewne figury i zwroty melodyjne, poświstywać wpadając w oktawy i nony, i z nich spadając w niższe tony (naśladujące już to dalekie echa, już bliższe hukanie i wabiki), potrącać jaskrawo o tony przyległych sobie dyatonicznych tonacyj (brać np. w dole po tonice d, myxolydyjskiéj gammy ton c i wracać do d), modulować z miękkich (mol) tonacyj w inne miękkie, wreszcie zapalając się wpadać ostro na zwiększoną kwartę albo pokrewny jéj ton charakterystyczny, wielką septymę, lub téż spadać z nich bez przygotowania na tonikę lub na inny niższy (od kwarty czy septymy) interwall. Pewnym będąc, że byle tylko piszczałkę przytknął do ust i w nią zadął, zwierzęta pieczy jego powierzone, znaczenie nuty jego dobrze zrozumieją, wygłasza on po części odmienne śpiewy dla wołów i krów, odmienne dla owiec, gęsi itp. (są to tak zwane krowiarki, wolarki, owczarki, gęsiarki itd.), inne nieco by je wygnać w pole, inne by je nawrócić lub nawołać, inne znów by spędzić do kupy, inne by odegnać. Człowiek tu zespolił się poniekąd z naturą żyjącą w jestestwach swych organicznych. Widnokrąg zakreślony po błękicie niebios jego okiem, a pod nim jako podścielisko zielona łąka i kwieciem woniejącém pokryte pastwisko z hasającém na niém raźno bydełkiem ? oto dlań świat cały, świat życia; większych on przestworów nie pożąda. W nim za przyjaciela, za świadka i słuchacza mając otaczającą go przyrodę, tchnieniem swéj fletni pragnie ją ukołysać do snu lub z uśpienia rozbudzić; więc oddaje jéj tajemnice własnéj rzewnością przepełnionéj duszy niewysłowionemi dźwięki, do których podnietę poprzednio sam już był z jéj skarbnicy poczerpnął. Cóż dziwnego, że wyobraźnia jego, nie trzymana na wodzy jak tylko krótką instrumentu skalą, w granicach tak ciasnych snuje nieprzerwanie powiewną a nową wstęgę melodyi, często nie troszcząc się o wymagania narzucane nam przez szkołę o mierze, układzie cząstek, tempie. A przecież, gdy zbadamy ściśle związek utworów swobodnéj jego sztuki z naturą, znajdziemy i w nich pewną symetryą cząstek i przyznać będziemy musieli, że wybornie, lubo po swojemu, odgadł on prawa i potęgę tych czynników. Więc jako niekłamany piewca przyrody, karmiąc w sobie święty ogień uczucia po ojcach odziedziczony, i dobrą jak oni wiedziony gwiazdą, nie zboczył z drogi prawdy, ale owszem w otwarte na oścież wszedł jéj przybytku wrota, jakkolwiek skromne tylko swego uczucia bławatki złożyć mógł u stopni jéj ołtarza. Mniemam, że piosnki pasterskie, owoc nieskłóconego częstém obcowaniem z ludźmi natchnienia, noszą na sobie piętno nader odległéj starożytności, a czyściéj w ogóle niż inne zachowawszy się z przeszłości, kryją może w swych dźwiękach jedną z nienajpośledniejszych zagadek przedhistorycznego bytu ludu; więc téż zasługują na bliższe poznanie ludzi specyalnie ten przedmiot badających, tak pod względem ducha jaki je przenika, jak i pod względem budowy swéj zewnętrznéj.

Nadmieniam, że pasterze piosnki swe grywają także i na skrzypcach, i z takowych je po większéj części spisałem.

O. Kolberg, Kujawy cz. II (Dzieła wszystkie t. 4), s. 199-212.

Powrót
Tańce
Oskarkolberg.pl