Poznań

Kolberg w Poznaniu:

Pobyty w Poznaniu związane były początkowo prawdopodobnie z kontaktami o charakterze wydawniczym. Współpracował tu Kolberg z Janem Żupańskim, który opublikował w swoim wydawnictwie przygotowane przez Kolberga zbiory pieśni ludowych z akompaniamentem. W latach późniejszych nawiązał Kolberg szereg kontaktów z wielkopolskimi działaczami społeczno-politycznymi, którzy rozumiejąc wagę jego badań etnograficznych wspierali jego działania.

Wydawnictwo Jana Żupańskiego

Jan Konstanty Żupański, publicysta, księgarz i wydawca działający w Poznaniu. Był jednym z inicjatorów powołania do życia Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Wydawał dzieła wybitnych polskich poetów i pisarzy (m. in. Mickiewicza, Kraszewskiego, Lenartowicza), a także prace naukowe, podręczniki i pamiętniki. Kolberg współpracował z wydawnictwem Żupańskiego publikując tu w latach 1842–1845 swoje pierwsze zbiory pieśni ludowych z akompaniamentem fortepianowym w cyklu wydawniczym pod wspólną nazwą: „Pieśni ludu polskiego”.

Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk

Organizacja została powołana do życia 13 lutego 1857 roku z udziałem 42 członków-założycieli. Głównymi inicjatorami powołania tego stowarzyszenia naukowego byli: Kazimierz Szulc, Franciszek Ksawery Malinowski, Kazimierz Jarochowski, Leon Wagner, Roger Maurycy Raczyński oraz Tytus Działyński. Towarzystwo stawiało sobie za cel rozwój nauki i kultury polskiej w surowych warunkach zaboru pruskiego, gromadząc równocześnie bogaty księgozbiór oraz wiele eksponatów muzealnych, wspierając badania naukowe, wydawnicze i kulturotwórcze ludności polskiej. Kolberg pisze sam, że 1868 roku przez cały tydzień odwiedzał siedzibę PTPN i dokonywał odpisów zebranych tam materiałów etnograficznych zwanych „szematami”.

Szemata

Dziewiętnastowieczne dokumenty do opisu statystycznego, w postaci formularzy do wypełnienia, przygotowane przez Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk i rozsyłane do wszystkich miejscowości Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Zawierały trzy działy: geograficzny, historyczny i etnograficzny. Z dwóch tysięcy rozesłanych dokumentów PTPN otrzymał zwrotnie tylko część. Kolberg miał dostęp do tej dokumentacji, o czym pisze we wstępie do swojej monografii Poznańskiego (DWOK T. 9). Zawartymi tam informacjami wzbogacił też materiały zebrane podczas własnych podróży po Wielkopolsce.

 

Kontakty Kolberga z Bibianną Moraczewską 

Polska pisarka, działaczka i korespondentka Oskara Kolberga. Propagowała i wspierała polską kulturę, pomagała Kolbergowi w dystrybucji jego dzieł na terenie Poznańskiego. Poznała Kolberga w Warszawie, prowadziła z nim regularną korespondencję, pośredniczyła w przekazywaniu materiałów etnograficznych zebranych przez znajome jej osoby, a także przekazywała wydrukowane egzemplarze monografii prenumeratorom. W 1880 r. pisał do niej Kolberg:

„Rozprawę p. Klepaczewskiego o czarach czytałem niegdyś sam i odpisałem sobie z niej parę ustępów. Ale chodzi mi jeszcze o kilka formułek zażegnań ludowych, o których Szanowna Pani mogłabyś np. przez swoją służącą wywiedzieć się nawet w samym Poznaniu. Posyłam próbkę podobnych formułek na wzór, jako i parę definicji istot nadprzyrodzonych z zapytaniem, czy one są wiernie skreślone i nie potrzebują jakich uzupełnień”.

O historii stolicy Wielkopolski zgromadził Kolberg różne interesujące podania i opowieści:

„Początki Poznania giną w pomroce wieków, równie jak i ślady bytu pierwotnych okolicznej ziemi mieszkańców. Wszystkie o założeniu miasta głoszone podania tak piśmienne jak i ustne, są jedynie domysłami; nazwisko Poznania przekonywa o wyraźnie słowiańskiem jego pochodzeniu”.

Wieść gminna o powstaniu Wzgórza Zamkowego (Góry Przemysława):

„Po śmierci Mieczysława Gnuśnego, gdy niedobrze jeszcze w wierze chrześcijańskiej utwierdzeni Poznańczycy do bałwochwalstwa zaczęli powracać, pan Bóg rozgniewany rozkazał Lucyperowi, aby ich ukarał. Otóż Lucyper zlecił czartom porwać górę jedną na Śląsku, i wrzuceniem jej w koryto Warty zatamować wodę, aby ta wystąpiwszy z brzegów, pogrążonych snem mieszkańców zalała. Jakkolwiek czarci uwijali się dość żwawo z przeniesieniem nocą góry ze Śląska do Poznania, to wszelako opóźnili się nieco; albowiem gdy już byli o paręset kroków od brzegów Warty, kogut zapiał. Na głos koguta, świtanie zwiastującego, upuścili diabli górę, nie wypełniwszy zlecenia Lucyperowego i wrócili do piekła, a potop nie przyszedł do skutku. Nazajutrz mieszkańcy Poznania wstawszy, zdziwili się niezmiernie, gdy ujrzeli wzgórek tam, gdzie dniem wprzód była płaszczyzna”.

O krajobrazie Wielkopolski czytamy:

„Równiny wielkopolskie, lekkiemi tylko poprzerzynane wzgórzami, dział wodny stanowiącemi pomiędzy Notecią i Wartą, a w północnej stronie i pomiędzy Wisłą i Odrą, ukazują okolice nader urodzajne, mimo znacznych wśród glin i iłów przestrzeni piaszczystych, jak i bagnistych nizin i łęgów rozłożonych w pobliżu rzek większych”.

Korzystając z prac różnych autorów próbował Kolberg dociec pochodzenia nazwy rzeki Warty:

„W pierwszych istnienia swego wiekach miał być zbudowany Poznań nad brzegami rzeczki Cybiny, na prawy brzegu Warty. Nazwisko Warty wywodzi Długosz od słowa: wartować, czyli szukać; jakoby rzeka ta nie przestając na jednem korycie, coraz nowych szukała. Mogłaby pochodzić od wyrazu wartko. Wezbrawszy bowiem na wiosnę, wartkim płynie biegiem. Niektórzy sądzą, że od wart czyli strażnic nad nią położonych, lubo dzieje o wartach podobnych nie wspominają”.

W swoich materiałach opisał Kolberg wnętrza chat chłopskich w Poznańskiem:

„Wnętrze domu wieśniaka wielkopolskiego porządniej i bogaciej się przedstawia niż wnętrze mieszkańca wielu innych stron Polski. Izba wapnem zwykle wybielona, dość schludnie bywa utrzymywaną, lubo rzadko kiedy wielkiego jest rozmiaru. Sprzęty mają zwykle kształt podobny do tego, jaki widzimy u sprzętów po miastach i dworach (osobliwie dawniejszej mody) napotykanych; często bywają one pokostowane albo lakierowane i to przeważnie na kolor ciemno-czerwony (buraczany lub ceglasty)”.

A o wyposażeniu chat pisał:

„Jak z ubiorem, tak się ma i ze sprzętami domowemi. Izby gospodarzy świadczą o porządek miłujących gospodyniach. Na ścianach czysto pobielonych, malowanych, a nieraz i obiciem wylepionych, wisi zegar, obrazy, większe zwierciadło, wśród czego na miejscu odpowiedniem wizerunek Zbawiciela. Szafa, komoda, kufer, łóżka zgrabnie usłane, ławka, przy której stół, a czasem kilka wyplatanych krzeseł, stanowią sprzęty gospodarza, w których się kocha, jak niemniej w kwiatach ustawionych w oknach”.

W monografii Wielkiego Księstwa Poznańskiego niezwykle dużo miejsca zajmują różnego rodzaju podania i opowieści, na przykład o O Grobli Twardowskiego:

„W powiecie zaś średskim za wsią Neklą ciągnie się blisko milę długa grobla, która się poczyna od karczmy Wygoda, a kończy przy osadzie Wiktorowo pod Kostrzynem. Z obu stron tej grobli ciągną się błota i łąki, widocznie zatem, że jest sypana ręką ludzką. Lud po dziś dzień zowie ją groblą Twardowskiego. Dawnemi czasy nie było tam na błotach żadnej drogi. Przyjechał raz do karczmy Wygody pan jakiś bogaty, który mówił do gościnnego (karczmarza), że jedzie do Poznania. Gościnny powiada, że tu przez błota niema wcale drogi, ale Twardowski (bo nim był ów pan bogaty) zagwizdnął tylko na biesów i rozkazał im co tchu przez te błota sypać groblę z maku, on zaś pędził co koń wyskoczy, w karecie czterokonnej. Diabli żywo się uwijali, lecz jeden diabeł nie zdążył przynieść na miejsce przeznaczenia potężnej torby ziemi, gdyż kur zapiał. Wrzucił ją w jezioro przy Iwnie (wieś w powiecie średzkim), stąd powstała wyspa na temże jeziorze”.

O brzozach:

„Brzozy płaczące wśród lasu i w pustyni, mają być Wilije czyli dziewice młode zmarłe, których dusze z grobów przechodzą w te drzewa. W lutym i marcu, gdy gałęzie ich szronem pokryte, przy księżycu rozpoczynają wile taniec, a śmiertelnik, który się między nie dostanie, musi z niemi skakać, dopóki sie na śmierć nie zatańcuje”.

Cały jeden wolumin monografii regionalnej Wielkiego Księstwa Poznańskiego poświęcił Kolberg na opisy przesądów, wierzeń i guseł, które zebrał podczas swoich badań na tym terenie, uzupełniając jednocześnie własne zbiory wypisami z prac innych autorów (m.in. Ryszarda W. Berwińskiego i Teobalda Klepaczewskiego). Kolbergowskie „Poznańskie” obfituje też w liczne wiadomości o czarach, czarownicach, urokach: „W Wielkopolsce, jak wszędzie, płeć żeńska czynniej nierównie występuje we wszystkich sprawach demonicznej natury niż męska. Dlatego pełno tu jeszcze czarownic, a raczej ‘ciot’ jak je lud wielkopolski nazywa.” „Wyraz ‘ciota’ jest tu powszechny. Wyraz czarownica, rzadko kiedy używany, oznacza jakąś wyższą w hierarchii Złego istotę. Skąd nazwa cioty? „Bo – mówią – jest ona jakoby ‘ciotką’ Złego, czyli diabła”. „Czarownica tedy, wysmarowawszy się czarodziejską maścią, lub też jak niektórzy twierdzą, wezwawszy tylko mocy szatańskiej na posługę, porywała za miotłę, wsiadała na nią, a zacinając owego wierzchowca i zachęcając słowy: „Płot nie płot, wieś nie wieś, a ty biesie nieś”, wylatywała najczęściej kominem, a czasem i oknem i dalejże na łysą górę. Tu to czekała ją rozkosz i wesoła drużyna”.