Rzeszów

Rzeszów nie był wzmiankowany przez Kolberga jako bezpośredni cel jego podróży. Z zachowanych w Archiwum Kolbergowskim materiałów dowiadujemy się jednak, że prawdopodobnie odwiedzał zarówno samo miasto jak i jego okolice.

Rzeszowszczyzna leżała na trasie Kolbergowskich podróży na tereny wschodniej Galicji, stąd też z pewnością przebywał w tych okolicach niejednokrotnie o czym świadczą dokonane przez niego i zachowane zapisy folkloru.

W XIX-wiecznych źródłach Rzeszów opisywany jest jako jedno z najpiękniejszych miast Galicji. Miasto dzieliło się ówcześnie na Stare i Nowe. Nowa część miała dwa rynki oraz szerokie, brukowane ulice.
Przy głównych traktach stały piętrowe kamienice, w pomniejszych ulicach murowane dworki z ogródkami. Miasto położone jest malowniczo nad rzeką Wisłokiem, miało w czasach Kolberga zabytkowe kościoły, synagogę i budynki użyteczności publicznej. Trasa kolejowa prowadzi stąd do Przemyśla i dalej na Kresy.

Z okolic Rzeszowa pochodzą różne notatki Kolberga, jedna z nich dotyczy przesądów i obserwacji związanych z pogodą:

„Gdy posucha wielka, wtedy – by deszcz sprowadzić – zanurzają we wodzie krzyż z wizerunkiem Zbawiciela lub bez niego”.

„Jeżeli podczas deszczu bańki powstają na wodzie, to na dłuższą słotę się zanosi”.

„Jeżeli deszcz (przechodzi) w maju, to w polu będzie (podczas żniw) jak w raju (plenność wielka)”.

„Śniegu kilka bywa rodzai. Pierwszy, co pada w jesieni, nader łagodny ‘ptasi’, schodzi jeszcze zwykle bez śladu; drugi, nieco już groźniejszy – ‘komorniczy’; trzeci – ‘zagrodniczy’, jeszcze lepiej daje się we znaki; czwarty wreszcie, ‘kmiecy’, dręczy już przez zimę całą i na wiosnę taje dopiero”.

Zanotował też Kolberg zabawne obserwacje z kościelnej ławy dotyczące przekręcania słów podczas śpiewu:
„Organista, facecyjonista, opowiadał, że chłopi, śpiewając za nim w kościele, przekręcają wyrazy. I tak, gdy mówił: tyś niezwyciężonego plastr miodu Samsona – to oni: tyś niezwyciężonego chlast w mordę Samsona. Gdy mówił: Abizai prawego Dawida grzejąca – to oni powtarzali: a bijże, zabijże Dawida, zająca. Później: pięknaś jak w pełni księżyc, świeci człowiekowi. A oni: ślicznaś jak Maciek księży (plebański) świeci człowiekowi”.

Z okolic Rzeszowa pochodzą pieśni, jedną z nich jest stara polska pieśń o żartobliwym zabarwieniu. Została ona wykorzystana przez Aleksandra Fredrę w jego słynnej komedii „Zemsta”, w scenie monologu Papkina:

„Córuś moja, dziecię moje,
co u ciebie szepce?
Pani matko dobrodziko,
kotek mliko chłepcze.
Oj, kot, pani matko, kot, kot
narobił mi w pokoiku łoskot.

Córuś moja, dziecię moje,
co okienkiem rucha?
Pani matko dobrodziko,
wiater oknem dmucha.
Oj, wiatr, pani matko, wiatr, wiatr
z takim stukiem do pokoju mi wpadł.

Córuś moja, dziecię moje,
co u ciebie stuka?
Pani matko dobrodziko,
kotek myszki szuka.
Oj, kot, pani matko, kot, kot
narobił mi w pokoiku łoskot.

Córuś moja, dziecię moje,
co stołeczek trzeszczy?
Pani matko dobrodziko,
bo nie z jednéj deszczki.
Oj, kot, pani matko, kot, kot
narobił mi w pokoiku łoskot.

Córuś moja, dziecię moje,
czy ma ten kot oczy?
Pani matko dobrodziko,
i na łóżko skoczy.
Oj, kot, pani matko, kot, kot
narobił mi w pokoiku łoskot.

Córuś moja, dziecię moje,
czy ma ten kot ręce?
Pani matko dobrodziko,
i złote pierścieńce.
Oj, kot, pani matko, kot, kot
narobił mi w pokoiku łoskot.

Córuś moja, dziecię moje,
ja cię będę biła!
Pani matko dobrodziko,
samaś tak robiła.
Oj, kot, pani matko, kot, kot
narobił mi w pokoiku łoskot”.

Lub inne przyśpiewki:

„Jaka woda – taki młyn,
jaki ojciec – taki syn;
jaka rzepa – taka nać,
taka córka – jaka mać.

Jakie drzewo – taki klin,
jaki ojciec – taki syn,
jaki świder – taka dziurka,
jaka matka – taka córka”.

Ładowanie...

Indeksy